środa, 20 lipca 2016

Czekanie, czyli zbroja na którą nie każdego stać



Znacie ten moment, kiedy przychodzicie trochę wcześniej do lekarza, żeby przypadkiem się nie spóźnić, a tam okazuje się, że i tak musicie poczekać? W pełnej poczekalni. Myślisz, że to już koniec i stracisz przynajmniej póltorej godziny na czekaniu na swoją kolej, twój telefon właściwie pada, więc nie możesz ani z nikim popisać, ani niczego posłuchać, pooglądać, poczytać. Minuty mijają, kolejka się nie zmniejsza. Dosłownie stoi, bo szanowny pan doktor jeszcze nawet nie zdołał ruszyć czterech liter i dotrzeć na czas. Cała reszta czekających siedzi, nerwowo rozgląda się wokoło, jakiś facet obok zaciera ręce, spuściwszy głowę w dół.
Ogromny biały zegar nad drzwiami do gabinetu jest jednym z tych zegarów, które nie robią tego spokojnego, cichutkiego "tik tak", tylko wskazówka sekundnika zapierdala dookoła po obwodzie koła, przez co wydaje się, że tracisz cenne sekundy życia.
Dzieci tupią nóżkami i drą się, kiedy zrezygnowane matki odsuwają je od czyjejś teczki stojącej przy ścianie, nadal zdeterminowane, by wychować swoje dzieci na mądrych, zdecydowanych ludzi.
Masz dosyć, tak jak niektórzy. Wszyscy tylko skaczą wzrokiem z zegara na własne wyświetlacze telefonów lub tarcze własnych zegarków. Parę osób po prostu wychodzi dynamicznym krokiem. Namyślasz się chwilę, czy za nimi nie pójść. Ale nie, poczekasz jeszcze moment. I tak już nie masz nic do stracenia. To tylko kilka minutek.
Od czasu do czasu ktoś szepnie do kogoś poufnie "No nie dostanę się, cholera..."
Wskaźnik twojego wkurwienia jest poza skalą. Chyba zaczniesz ich wszystkich zabijać.
I przychodzi lekarz. Denerwuje cię, że jest w takim doskonałym humorze. Chciałbyś zedrzeć mu ten głupi uśmiech z twarzy. Ale myślisz też z ulgą, że wreszcie przyszedł. Postarał się. Teraz to już kwestia paru minut.
No i odczytuje pierwsze nazwisko. Musisz na niego podnieść wzrok; spojrzeć prosto na niego. Chyba jeszcze nie wierzysz tak do końca. Ale przeczytał twoje nazwisko.


NO DOBRA, A TERAZ CAŁA PRAWDA

Żeby była jasność: nie, nic takiego się nie wydarzyło. Przedstawioną sytuację potraktujcie, jak przypowieść opartą na tym, co ostatnio przeżywałam od chyba początku lipca, świadczącą o tym, jak niesamowite zalety ma czekanie.
Żeby to wyjaśnić, muszę Wam powiedzieć, jak strasznie chciałam dostać się na konkretne studia na Uniwersytecie. Już po uzyskaniu wyników matury miałam złe przeczucie - osiągnęłam tylko 62% z angielskiego rozszerzonego, co już wkrótce miało stanowić o tym, czy miałam się dostać na wymarzony kierunek.
Co się stało? Och, dostałam się na wszystkie inne kierunki, jakie sobie zarezerwowałam w razie niepowodzenia, tylko nie na ten, na który naprawdę chciałam. Zostałam wpisana na listę rezerwową. Prawdopodobieństwo tego, że się dostanę, było znikome - miejsc tylko 25, a ja byłam 51 na liście. Beczałam cały dzień i następny. Trzeciego już nie - tylko dlatego, że już nie miałam czym płakać. Byłam zła na wszystko. Było mi wszystko jedno, co się ze mną stanie. Przede wszystkim jednak byłam bezradna i chyba to mnie najbardziej bolało. Nie mogłam w żaden sposób wpłynąć na mój los. Nie mogłam już nic zrobić, żeby poprawić swoją sytuację. Mogłam tylko czekać. Mnóstwo osób, których wcześniej nigdy bym o to nie podejrzewała mnie pocieszało, dawało nadzieję, zachęcało do walki. Jak się pozbierałam, to stwierdziłam, że trudno i już. Poprawię ten egzamin i przystąpię w przyszłym roku jeszcze raz, a na ten rok zaszyję się z jakimś innym, przyjemnym językiem, który wykuję na blachę i tyle.
Co się stało dzisiaj? No cóż... Zadzwonili do mnie z Uniwersytetu z pytaniem, czy nadal jestem zainteresowana. Jak teraz o tym myślę, to chodziłam po nowym second-handzie, szukając jakiejś ładnej zdobyczy (jak to kobieta, kiedy jestem smutna, chodzę na zakupy - sprawdzony sposób, by poprawić sobie humor!), kiedy usłyszałam swój dzwonek. Otworzyłam torebkę, wykopałam telefon i stwierdziłam, że dzwoni do mnie jakiś ciąg cyferek, których nie znam. Cudem odebrałam, bo jakoś nie wcisnęłam za pierwszym razem słuchawki i... Zabiło mi serce, do rytmu jakiegoś dobrego rocka i wybiegłam z uśmiechem na twarzy ze sklepu, żeby mieć minimum prywatności. Prawie płakałam, kiedy skończyłam rozmawiać. Ze szczęścia, ze szczęścia!

W sumie to, powinniście już sami domyślać się, co pragnę Wam przekazać. A skoro to przypowieść to jak grzeczni uczniowie zacznijcie ją interpretować.
Morał tej historii - wszystko można sprowadzić do czekania. W razie bólu weź tabletkę i poczekaj, aż zadziała. Jeśli złamiesz nogę, wznieś się na szczyt swojej cierpliwości, aż kość się zrośnie - silniejsza niż kiedykolwiek. Zły czas po prostu przeczekaj - ale tylko, jeśli nic nie możesz zrobić, by rozwiązać problem - daj sobie chwilę na przemyślenia. Cierpliwi są błogosławieni.
A abstrahując od religii; becząc i martwiąc się na zapas niczego nie zmienimy. Dopiero, gdy przyjmiemy ze spokojem to, co nam się przydarzyło, całkiem możliwe, że wydarzy się coś, co sprawi, że wszystko się ułoży. To tylko sprawdzian. Wiesz, że wszysto umiesz, więc tylko poczekaj na ocenę ;)

Nie wiem, czy ma to coś wspólnego z medytacją, dobrą karmą, cudem, zwykłą pospolitą cierpliwością czy po prostu urodziłam się pod szczęśliwą gwiazdą. Osobiście wyciągnęłam z tego na pewno wiedzę o tym, że nie należy tak szybko skazywać się na porażkę i panikować.


Na zakończenie nie będę podsumowywać, chcę was zmotywować. Napiszcie proszę w komentarzu, czy wykorzystałam temat w całości, czy zgadzacie się z moim wywodem, albo czy nie przeszkadza Wam, że trochę złamałam mój schemat pisania.
Wiem, że włączył mi się jakiś godny pożałowania poeta czy prozaik, ale to będzie moje ostatnie porównanie, obiecuję!
Jest tak jak z jabłkiem. Kiedy jest niedojrzałe, nieważne jak mocno trząść będziesz pniem, ono z całej siły, wszystkimi włóknami trzyma się drzewa. Usiądź pod nim i poczekaj. Zobaczysz, że po pewnym czasie spadnie ci wprost do rąk.

20 komentarzy:

  1. Jak byłam w trakcie czytania zdań o doktorze to od razu przypomniał mi się mój stary dentysta :D u niego zawsze tak długo czekałam. Gratulacje! ( że się dostałaś do szkoły :) Moim zdaniem wyszło świetnie. Wykorzystałaś temat, zmotywowałaś, wow <3 Tak trzymać :) Czekam na kolejne posty.
    Pozdrawiam, Olcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to zawsze denerwuje. Jak chodzę do mojej pani doktor endokrynolog, jedynej w okolicy, to zdarza mi się przyjść pół godziny za wcześnie, a tam siedzą same stareńkie panie (żeby nie napisać baby...) i robią sztuczną kolejkę. Bo im się chyba w domu nudzi, dlatego muszą sobie pogadać z innymi znudzonymi koleżankami o dupie marynie w poczekalni, dwie godziny przed swoją wizytą. [Kropka nienawiści]
      Dziękuję, też bardzo się cieszę. To dla mnie ogromny sukces. I dzięki za komentarz, cieszę się że udało mi się kogoś zmotywować. Może powinnam zastanowić się nad coachingiem? :P
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. dokładnie! A myślałam, że tylko u mnie u lekarzy takie Sztuczne Kolejki się znajdują:D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Na początku gratuluję Ci dostania się na wymarzone studia :) Wspaniale opisałaś wszystko i myślę, że całkowicie wykorzystałaś temat. Pozdrawiam, Angelika z blogu: https://nastolatkowooo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za odwiedziny i miłe słowa :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  3. Gratulacje dostania się na studia! Od razu przypomniało mi się, jak startowałam do liceum i miałam podobną sytuację. Byłam na 25 miejscu. Nie chciało mi się czekać i zapisałam się do szkoły, która miała jeszcze pełno miejsc. Nie żałuję i gdybym po raz drugi stanęła przed wyborem liceum, wybrałabym to, do którego uczęszczałam przez ostatnie trzy lata :)
    Czekanie... Nigdy nie miałam do tego cierpliwości i zawsze starałam się działać. Oczekuję i działam. Czasami nie da się stawiać kroków w stronę tego, czego tak pragnę. Wtedy działam w związku z czymkolwiek innym, bo to sprawia, że czas się tak nie dłuży i robię coś pożytecznego.
    Ostatecznie zawsze prawie wszystko się układa :)
    Pozdrawiam,
    Marika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie!
      To chyba dobrze że postanowiłaś nie czekać i że jeszcze wyszłaś na tym tak dobrze w liceum :)
      Tak. Dokładnie. Kiedy pisałam "poczekaj aż spadnie ci wprost do rąk" nie myślałam oczywiście o tym aby tylko siedzieć i nad tym medytować. Również jestem zdania że zajęcie rąk i umysłu czymś innym bardzo pomaga czekać.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ja nie dostałam się na moje wymarzone studia, o których myślałam od klasy pierwszej liceum. Aktualnie jestem po pierwszym roku innego kierunku i nie żałuję ;3 Czasami tak ma być... a niedostanie się na studia to tak naprawdę nie koniec świata :)
    pozdrawiam
    psychoil.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to gratulacje. Czasem to właśnie przypafek decyduje o naszej przyszłości ;) Mnie, jak widać, udało się wyłącznie jakimś fartem.
      Dziękuję za komentarz i przy najbliższej okazji postaram się do Ciebie zajrzeć!.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Czekanie w kolejce do lekarz może być bardzo męczące. Cierpliwość jest wtedy ważna. Denerwowanie się nie przyspieszy czasu i nic nie zmieni. Trzeba tylko przeczekać. To rzeczywiście ostatnio trochę przeszłaś..ale udało się! Cieszę się z tego powodu razem z Tobą! W życiu jest mnóstwo problemów, które można rozwiązać tylko czekaniem. Warto pracować nad swoją cierpliwością, będzie o wiele łatwiej. Jestem pod wrażeniem tego jak świetnie to napisałaś. Na prawdę dobra robota. Zgadzam się chyba ze wszystkim. Pozdrawiam
    ludziesamotni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwość jest cnotą, to już pewne. Zwłaszcza w tym kraju :D
      Dziękuję za tyle uroczych komplementów i cieszę się że ten wpis przypadł ci do gustu :) dziękuję również za cały komentarz.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Przede wszystkim gratuluję dostania się na studia! :D
    Ja maturę piszę dopiero za 2 lata i nie mam zielonego pojęcia co chciałabym studiować :/ jednak myślę o tym i wydaje mi się, że nie jest to najważniejsze, zawsze jest jakieś wyjście. Jestem w klasie humanistycznej, więc również obawiam się matury z angielskiego. Jednak mamy z koleżanką plan B., że jak nam matura nie wyjdzie to podejdziemy za rok jeszcze raz, a w tym czasie pojedziemy stopem do USA, weźmiemy gitarę, aby jakoś zarabiać i przy okazji podszlifujemy angielski :D
    Tym bardziej, że ona nie jest pewna czy w ogóle chce studiować.

    A mogłabyś powiedzieć co to za kierunek? ^^
    I może zrobić posta o tym, może coś o maturze, czy kierunkach, coś takiego. Myślę, że wiele osób mogłoby się zainteresować.

    Dopiero teraz zaczęłam czytać Twojego bloga, więc nie wiem czy o tym pisałaś, czy też nie, więc zapytam; słuchasz może The White Stripes? :D

    I przy okazji zapraszam do siebie, będzie mi miło jak wpadniesz ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za gratulacje. Oczywiście, że mogę zdradzić. To italianistyka - filologia włoska :D
      Nie martw się
      To znaczy że teraz we wrześniu idziesz do liceum? Ja zdecydowałam się dopiero jakoś przed maturą na ten kierunek. Jeśli nie jesteś pewna co wybrać to postaraj się zdać wszystkie przedmioty rozszerzone i te w których czujesz się dobra :)
      Świetny plan B :D Tylko nie zapomnijcie o wizach bo was nie wpuszczą za granicę! A macie już pomysł gdzie dokładnie chcecie się wybrać - Maimi, Los Angeles, Nowy Jork, może Nowy Orlean albo Phoenix?

      Pomyślę nad takim postem ale nie wiem co mogłabym w nim napisać. Pewnie chciałabyś jakichś wskazówek?
      Tak. Tekst na belce mówi sam za siebie ;) The White Stripes są fantastyczni.
      Pozdrawiam i postaram się znaleźć minutkę aby cię odwiedzić!

      Usuń
    2. We wrześniu idę do 2 lo :P wybierając studia chcę myśleć o tym co chciałabym robić. I właśnie tutaj zaczyna się problem. Lubię pisać i z tym chciałabym wiązać swoją pracę — myślę o dziennikarstwie. Ale nie wiem, czy to dobry kierunek studiów, gdyż słyszałam, że zupełnie nic nie wnosi + jest bardzo dużo chętnych, no studia są lekkie, łatwe i przyjemne. Poza tym trzeba wybrać 'dziedzinę' z tego co pamiętam jest to dziennikarsteo muzyczne, filmowe, sportowe, chyba modowe oraz kreatywne pisanie. A mnie (poza modowym) wszystko z tego interesuje hahaha. Myślalam o studiowaniu psychologii, bo interesuję się tym, jednak studia są ciężkie, a je nie jestem najzdolniejszą osobą na świecie. I raczej nie chciałabym być psychologiem na zawsze.
      Ale może to po prostu samo przyjdze, jakk będzie już czas, zobaczymy ;)

      Usuń
    3. No cóż, zawodów w których potrzebna jest umiejętność pisania jest dosyć sporo. Zależy w czym czujesz się dobrze,najlepiej wszystkiego spróbować :) Możesz iść na dziennikarstwo ale możesz też zostać bestsellerową pisarką jeszcze przed studiami. Ewentualnie zawsze zostaje praktyka tekstu czyli np. Edytorstwo. Albo twórcze pisanie - a tu możesz się wybrać na kierunek bardziej filmowy lub teatralny :)
      O dziennikarstwie słyszałam tylko że po studiach ciężko cokolwiek znaleźć - elita dziennikarzy jest ściśle zamknięta a prada wychodzi z obiegu. Psychologia to jeden z łatwiejszych kierunków (oczywiście wszystko zależy też od dziedziny. Jeśli wybierzesz psychologię kliniczną to jasne że dużo czasu poświęcisz nauce biologii i chemii, ale na psychologii wizerunkowej np. uczysz się samych przydatnych rzeczy, tylko że to też jest dość oblegany kierunek :P)
      No jak sama napisałam, musisz trochę poczekać :D

      Usuń
  7. Początek, rodem z co miesięcznego odczulania :D Ładny morał, ale trzeba zwrócić uwagę na to, że miałaś olbrzymie szczęście. Mimo to, sam w takich sytuacjach wszystkim radzę poczekanie i oswojenie się z faktem, bo tak na prawdę w wielu przypadkach nie mamy innego wyjścia, więc i tak masz racje, czasem lepiej poczekać z opcją dostania niczego, niż nic posiadać.
    Pozdrawiam i będę tu wpadać częściej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odczulania? Ale w sensie co, bo nie bardzo rozumiem? xD
      No jasne, że miałam szczęście. Ja to w ogóle w czepku urodzona - na całe studia było tylko 25 wolnych miejsc w ogóle! Więc to cud.
      Dziękuję za komentarz i odwiedziny :) I zapraszam ponownie.

      Usuń
    2. Odczulanie (szczepienie). Co miesiąc wygląda to tak jak początek wpisu ;) Chaotycznie piszę. Ja również zapraszam do siebie!

      Usuń
    3. Nie, nie piszesz chaotycznie, po prostu nigdy nie spotkałam się z takim sformułowaniem.
      Co do wpisu - u mnie tak to wygląda jak przychodzę na kontrolę lekarską... Szkoda słów.

      Usuń
  8. Najcudowniejsze uczucie, kiedy lekarz przyjmuje od 8, masz numerek 48 i wizytę o 14, przychodzisz o rzeczonej czternastej, a tu wszedł numerek uwaga dwudziesty.. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania :) Gratuluję dostania się na studia! Czekac warto, niemniej jednak ileż to byłby mniej łez, gdyby wszystko pykło od razu..
    Jak najbardziej wykorzystałaś temat :) Obserwuję i czekam na następny post, studentko!
    Buziaki x
    smile-for-me-beautiful.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Napełnij mnie pozytywną energią!
Karma wraca!

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony